Największa "krzywizna" naszego przybytku - praca jaką wykonał przy nim mój mąż to naprawdę majstersztyk i duma.
Podwiesić sufit do ledwo trzmających się desek, przymocować proste płyty do wypaczonych narożnych drewnianych słupów i zachować kąty.... przyznacie, że trzeba mieć odwagę :)
Udało się nawet wpuścić instalację oświetleniową, co nie zawsze było takie proste i oczywiste w tym domu.
Trochę historii sprzed 2 lat.... i sprzed roku
I trochę przyszłości, wybraliśmy kolor .... i dlaczego był to szary ?:)
Działa..... :)
Jeszcze brakuje parapetów, które są już oczywiście wycięte z desek szalunkowych, ale wymagają oszlifowania i nałożenia lazury i będą wyglądały jak te w sypialni ....:)